Trening/dieta – podsumowanie 20/2017

Za mną intensywne 3 tygodnie, zakończone 3 różnymi startami. Dodam, że jak dla mnie bardzo udanymi startami w Cracovia Maraton, Wings For Life i 10 km Szpot Swarzędz. Obciążenie dla organizmu bardzo duże i tak będzie praktycznie do końca miesiąca. 28 maja startuję w Biegu o Koronę Dąbrówki z nadzieją na dobry wynik.

Poniedziałek

Dotąd moim podstawowym tempem jakim biegałem rozbiegania było 5:40 min/km. Bieg na 10 km to dużo szybsze przebieranie nogami, więc zdecydowałem się przeskoczyć na tempo 5:20 min/km z założeniem takim, że będę też kontrolował tętno i starał się tak korygować tempo aby nie przekraczać 140 ud./min. Po niedzielnym biegu na 10 km wyszło pięknie.
Dystans 13 km
Śr. tempo 5:20 min/km
Śr. tętno 141 ud./min

Wtorek

Rano: pobudka 5:20 i spokojne przeszuranie. Trochę mi doskiwierało kolano, więc pobiegłem luźniej.
Dystans 6,5 km
Śr. tempo 5:45 min/km
Śr. tętno 130 ud./min

Popołudnie: Interwały 6×400 z przerwą 200 m. Co to oznacza? Posłużę się cytatem z wpisu Joanny Jóźwik

Są takie treningi, przed którymi czuje ogromny stres. Wiem, że będę musiała zmusić organizm do pracy na najwyższych obrotach i zmierzyć się z cierpieniem. Tak właśnie było na 500-setkach na ostatnim obozie w Zakopanem. Po takim mocnym bieganiu przewraca się w żołądku i nie ma się siły podnieść z tartanu. Ale jak mówi trener, właśnie dzięki takim treningom, na których przekraczamy swoje granice, są potem najlepsze wyniki i medale! So, keep doing it!

Oczywiście moje czasy to zupełnie inna bajka, ale cierpiałem baaaardzo. Jak więc taki trening u mnie wygląda.

Rozruch – spokojne 4 km w tempie 5:45 min/km. Potem wchodzę na stadion robię 2 kółeczka rozgrzewam górę – wymachy, przeplatanki zaczynam. 400 metrów (1 okrążenie) w czasie 1:24, potem 200 truchtu i znowu rura – tak 6 razy. Ten czas to tempo 3:30 min/km. Biegłem drugim torem więc kilka metrów jest więcej. Czasy na poszczególnych okrążeniach były następujące:
1 – 1:22.1
2 – 1:23.1
3 – 1:23.6
4 – 1:23.6
5 – 1:25.1
6 – 1:25.8

Tętno oczywiście wchodziło ponad 180 ud./min. Po 5 kółku stwierdziłem, że jednak więcej nie dam rady i na tym poprzestanę. Sapałem jak miech kowalski i przeszedłem w marsz. Zanim jednak minęło te 200 m stwierdziłem, że to właśnie na tym polega to ćwiczenie, więc sam nie wiem jak, ale zmusiłem się do ostatniego kółka. Pierwsze 200 metrów jeszcze spoko, ale potem to był DRAMAT, tempo siadało, ja sapałem i próbowałem zaczerpnąć powietrze przez usta, nos, skórę i pachy. Czułem, że zwalniam i sam nie wiem jak dobiegłem. Dla mnie duży wyczyn. Mega więc zadowolony schłodziłem się jeszcze i koniec treningu. Po analizie biegu przeszkadza mi jeden parametr – kadencja. Tydzień wcześniej też robiłem interwały i syn, który mi towarzyszył zwrócił mi uwagę, że robię krótsze od innych kroki. Sprawdziłem i okazało się że kadencja to 200. Dążymy do mitycznego 186 (i tak właściwie biegam w maratonie, czy połówce, nie robiąc nic w tym kierunku) a tu tyle. Wychodząc więc ponownie na trening interwałowy, starałem się wydłużyć krok i nic to nie dało. Znowu taka wysoka kadencja. Teraz mam o czym myśleć… Jedna z moich teorii mówi, że jest to negatywny wpływ mojej fatalnej mobilności.

Środa

Po akcencie, spokojne wybieganie. Jakoś nie mogłem dojść ze sobą do ładu i pochłonięty różnymi rozmyślaniami cały czas przyśpieszałem. W końcu na 10 km zadzwonił brat i ostatnie 3,5 km przespacerowałem gadając.
Dystans 13 km
Śr. tempo 6:47 min/km
Śr. tętno 125 ud./min

Czwartek

Rano: Najtrudniej mi było zatrybić że jest czwartek i że dzwoni budzik o 5:10 i że tak sobie umyśliłem że wstanę i pójdę przed robotą biegać i że będzie fajnie. Oj jak myślenie poranne bolało. Potem jeszcze żona mi uświadomiła, że też pomagała mi odnaleźć się w rzeczywistości, czego nawet nie pamiętam. Za to jak już się jest w lesie, to ptaszki tak śpiewają i wszystko tak niesamowicie pachnie.
Dystans 10 km
Śr. tempo 5:22 min/km
Śr. tętno 137 ud./min

Wieczór: kolejny akcent. Wymyśliłem sobie że zrobię WT (wytrzymałość tempowa) 3×2 km w tempie 3:50 z przerwą 1 km. A wróciłem późno do domu, w podłym nastroju i skończyło się na pracach domowych + piwo. Takie życie sportowca – zawodowca 🙂

Piątek

Dzień lenia – choć planowałem trening.

Sobota

Rano: z grupą przygotowującą się do Korony Dąbrówki wybraliśmy się na Parkrun. Podszedłem bardzo luzacko, nawet za bardzo bo tak się zagadaliśmy że nie zrobiliśmy rozgrzewki. Pobiegłem ostro i mam nową życiówkę na 5 km 19:17 🙂
Popołudnie: wybraliśmy się na The Color Run. Cudowna impreza tak dla dorosłych, jak i dla dzieci. Biegliśmy większą grupą rodzice + dzieci z klasy syna. Wprawdzie mocno się pogubiliśmy na starcie, ale na mecie wszyscy się zameldowaliśmy:)

Niedziela

Spokojne 11,5 km w tempie ~5:30 min/km.

Zanim zaczniesz interpretować to co tu przeczytałeś, koniecznie zajrzyj tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *