Pacemaker – czyli 10 km równym tempem w 45 minut

Dobiegamy do znacznika 1 km – czas 4:50, #oszwmorde – 20 sekund straty i cały czas tłum przez który trzeba się przepychać. Krótka wymiana zdań z Karolem. Trzeba przyśpieszyć, ale ważne żeby nie pogubić ludzi.

Kiedy zgłosiłem się na ochotnika jako pacer, nie zastanawiałem się nad tym zbyt mocno. Wysłałem swoje zgłoszenie i tyle. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że jestem i biegnę na 45 minut. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mogę spieprzyć biegu, bo pobiegną ze mną ludzie, którzy ufają że będzie dopsz.

Za chwilę się zacznie

W sobotę odbiór pakietu i krótka rozmowa z dyrektorem biegu. Było też spotkanie ze wszystkimi pacerami ale akurat ta godzina mi nie pasowała więc mogłem poznać pozostałych dopiero w niedzielę. Karola z którym mieliśmy poprowadzić grupę poznałem więc na 1,5 h przed startem. Miły młody facet. Dał mi jedną radę. W zeszłym roku z innym pacerem się zaplątali balonikami i musieli tak biec złączeni 🙂 Plan na bieg mieliśmy prosty. Biegniemy równym tempem pomiędzy 4:25 a 4:30 i przed metą robimy 20-30 sekund zapasu, tak aby Ci którym zabraknie sił na ostatnich metrach też połamali 45 minut. Plan planem, ale z wykonaniem różnie bywa.

Robię delikatną rozgrzewkę i czekam. Jeszcze zanim ruszyliśmy pierwszy z dwóch baloników sobie odleciał. No pięknie. Biorę drugiego i dodatkowo go wiążę aby też nie uciekł. 15 minut do startu pojawia się Karol. Podchodzi kilka osób, pytają o taktykę biegu. Grzecznie odpowiadamy i czekamy. Po chwili 321 start i do przodu. Ruszamy powoli, spory tłok pomimo, że ulica szeroka. Nie możemy wkręcić się w tempo, bo cały czas ktoś wolniejszy nam tarasuje drogę. A tyle trąbili przez megafony o strefach. Taka nasza przypadłość, że trzeba się pchać do przodu. Przeciskamy się i mam nadzieję że Ci co biegną z nami też dają radę.

Karol w akcji

Dobiegamy do znacznika 1 km – czas 4:50, #oszwmorde – 20 sekund straty i cały czas tłum przez który trzeba się przepychać. Krótka wymiana zdań z Karolem. Trzeba przyśpieszyć, ale ważne żeby nie pogubić ludzi. Ustalamy, że Karol trzyma tempo a ja staram się ogarnąć grupę. Nadal mamy problem żeby złapać tempo. Za dużo wyprzedzania. Biegniemy, jest znacznik 2 kilometra. Nadal 20 sekund straty, czyli tempo już mamy teraz trzeba nadgonić. Karol z przodu prowadzi pięknie, coś tam pokrzykuje a ja 30 metrów za nim namawiam ludzi żeby nie tracili dystansu. Niestety nie do końca wiem kto biegnie na 45 minut a komu się pomyliło i właśnie sobie z tego zdał sprawę 🙂 Biegniemy, na 3 kilometrze mamy już właściwy czas. Ktoś mi mówi, że mój drugi balonik odleciał. Teraz jeszcze trzeba zrobić obiecany zapas. Jest gorąco, czuję to. Biegam sobie interwały to koniec grupy, to początek. 5 km i mamy już zapas i to nawet spory 22:13 możemy nieco odpuścić 🙂 choć wydaje mi się że ten znacznik był trochę wcześnie. Lekko zwalniamy.

Kolejne 2 km to spokojnie trzymane przez Karola tempo i moje dopingowanie tyłu grupy. Na 8 km rzucam, że prawdziwy bieg na 10 km zaczyna się dopiero teraz 🙂 i widzę w oczach kilku osób że mają dość. Dla nich ten bieg mógłby się już zakończyć ale biegną twardo. Znam to uczucie doskonale i zastanawiam się na ile moje gadanie im pomogło a na ile wkurzało. No nic biegnę i krzyczę. Trochę czuję w nogach zmęczenie. Jest upał, drę się i biegam wolno szybko – szybko wolno. Wkręciłem się na maksa 🙂 Mam nadzieję że nie przesadziłem. Zaczynamy podbieg na wiadukt, grupa się rozciąga. Kiedy jesteśmy na górze widzę że Karol jest już 50 – 60 metrów przed nami. Co robić? Krzyczę żeby się rozluźnili i puścili swobodnie.

Praca pracą ale do fotki zapozować trzeba 🙂

Biegniemy tak chwilę trochę płaskiego i po 9 km zbieg a potem kolejny podbieg. Teraz to już wszyscy walczą, ja się drę biegam przodem, bokiem, tyłem zachęcam jak umiem. Wiem, że jest zapas czasowy i to że Karol uciekł nie przekreśla tych z tyłu. Ostatni długi zbieg. Krzyczę, że tu już się nic nie wydarzy, że trzeba dać z siebie maksa bo można jeszcze złamać 45 minut. Widzę jak cierpią, ale przyśpieszyli i walczą. Jeszcze chwila i w końcu jest meta! Karol wbiega 44:35 a ja 44:49. Plan wykonaliśmy choć troszkę z tempem było szarpania.

Karol rocznik 1991 i ja 1975 różnica spora, ale złapaliśmy kontakt od razu. Jeśli jest wspólny mianownik, to nie ma żadnego problemu z relacjami. Ten wspólny mianownik to BIEGANIE. Dziękuję wszystkim którzy nam zaufali i pobiegli z nami 🙂

2 odpowiedzi do “Pacemaker – czyli 10 km równym tempem w 45 minut”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *