Wings For Life 2017

Leć Adam leć! Ile to razy darliśmy się do telewizorów. Wypatrywaliśmy naszego „Orła z Wisły” na belce startowej, ehh… Pamiętam „Małyszomanię” bardzo dobrze. Nie przypuszczałem jednak, że po tylu latach będę znowu tak bardzo wypatrywał Adama:)  

W sumie to nie planowałem Wingsów biec. Tydzień wcześniej biegłem Cracovia Maraton i wiedziałem, że nie ma szans na mocne bieganie. Przyznam szczerze, że nie czułem też tak do końca tej imprezy. Ot bieg z inną metą i dużym wpisowym. Znam oczywiście sukcesy naszych biegaczy, czytałem relacje Bartka Olszewskiego i Dominiki Stelmach, ale jakoś nie czułem. Zdecydowałem się pobiec, bo padła taka inicjatywa w mojej pracy i firma opłaciła nam bieg – czasami dobrze pracować w korpo. Stwierdziłem, że pobiegnę sobie na spokojnie w zależności od zmęczenia po maratonie.

Start! Zaczynamy biec. Dobrą stroną tego, że biegam coraz szybciej, jest zajmowanie na starcie miejsc z przodu. Dzięki temu nie trzeba czekać długo zanim się ruszy i potem przepychać przez innych zawodników. W tym biegu dało mi to jeszcze możliwość kilku fajnych selfików. Biegniemy kilkadziesiąt metrów i dość stromy krótki podbieg. Wózkarze mają mega trudno. Chcę pomóc jednemu ale mnie uprzedziła jedna dziewczyna i to jaka! Joanna Jóźwik, jak widać nie ma problemu z tym aby pochylić się i pomóc potrzebującemu. Nie było czasu się nad tym zastanawiać. Podbiegłem do kolejnego i też pomogłem. Warto zwrócić uwagę jakim wysiłkiem jest dla ludzi na wózkach byle górka.

Wings For Life to impreza charytatywna. 100% opłaty wpisowej jest przeznaczane na badania nad rdzeniem kręgowym. Organizatorem i sponsorem jest Red Bull. Pisze o tym, ponieważ uważam że warto wspierać takie akcje a uraz rdzenia może przydarzyć się każdemu. Choćby ostatni wypadek Tomasza Golloba.

Patatajamy sobie jak te konie. Pierwszy km mija i kontrola tempa. 4:30 min/km. Myślę sobie szybko. Założyłem 4:50. Stwierdziłem jednak, że biegnie mi się komfortowo i delikatnie zwolniłem tak do 4:35 i do przodu. Biegnąc tempem 4:50 miałem szansę na wynik w granicach 30 km. W zeszłym roku dawałoby mi to gdzieś 125 pozycję! Mija 2 km biegnę wyraźnie szybciej a przede mną coś koło 300-400 osób. Widzę kilku takich, po których widać, że nie utrzymają długo tego tempa, ale reszta wygląda dobrze. Zastanawiam się jak to będzie z nimi dalej. No nic truptam sobie.

7 km delikatnie przebiega obok Joanna Jóźwik. Biegnie troszkę szybciej, więc spokojnie patrzę na jej sposób poruszania. Wygląda to tak jakby biegła na palcach, cały czas widzę jej podeszwy 🙂 Potem gdzieś tam się oddala nieco i znika w tłumie. Nic to biegnę swoje – klasycznie „z pięty”. Po 10 km czuję pierwsze zmęczenie w nogach. Oho maraton się odzywa, ale dalej jest lajtowo. Tempo bez zmian. Wybiegamy za miasto. Na 15 km z trasy schodzi Joanna Jóźwik – takie treningowy pewnie bieg. Ciekaw jestem jaki miała puls. Ja miałem już koło 171. Więcej niż w Krakowie przy słabszym tempie:)

Trasa WFL Polska to jednak sporo długich podbiegów, które wraz z upływam czasu dają o sobie coraz bardziej znać. 20 km i dalej trzymam tempo. Mijam 21 km – czas 1:36 więc jest okej.

Dobiegamy do punktu żywieniowego przed 27 km i biegnący przede mną zawodnik odstawia cyrk. Rozumiem gdyby takie coś zrobił ktoś kompletnie bez doświadczenia, ale skoro dobiegł do tego miejsca w takim czasie, to nie może być nowicjuszem. Co zrobił? Otóż koleś wbiegając pomiędzy wolontariuszy stojących z 2 stron, bierze – rozkładając szeroko ręce – po jednym kubku z lewej i prawej strony i … przechodzi w marsz. Q…wa rozumiem że gość ma taką strategię na bieg, ale no trochę pomyślunku! Krzyczę na niego, żeby się nie zatrzymywał prawie na niego wpadając. Koleś rusza, ja go wyprzedzam i ledwie łapię kubek z wodą na końcu strefy , która na 27 km jest już krótka. Banana ominąłem męcząc się z gościem. Ehh… biegnę dalej.

Jestem jakoś w okolicach 31 km. Plan wykonany a Małysza nie ma. Pik pik – wiadomość od żony. Małysz na 30 km. Myślę sobie – fajnie bo już zaczynam być zmęczony. Między 29 a 31 km był podbieg i odebrał mi już ochotę do biegu. W sumie to nawet nie czułem się bardzo zmęczony. Zwolniłem na podbiegu jakoś do 4:50-5:00 i już nie przyśpieszałem na wypłaszczeniu. Cieszyłem się tym wszystkim i spokojnie czekałem na Małysza. Biegnąc sobie tak luźno, wpadłem na pomysł aby zrobić live-a na fejsie. Niestety jak się biegnie w tempie 5 min/km to szukanie nieprzećwiczonych opcji na fejsie w komórce słabo wychodzi. Mija nas samochód buggie informując, że za chwilę Adam i mamy biec prawą stroną. Dalej nie wiem jak odpalić tego lajwa! F…k! W końcu decyduję, że nakręcę super filmik i potem wstawię. Tak bardzo się starałem i tak mocno przemyśliwałem jak wszyscy będą się zachwycali moim dziełem, że prawie mi się udało. No ale cóż, jaki kraj taki Almodovar. Efekt oceńcie sami 🙂 Pamiętajcie baaaaardzo się starałem 😛

Po przebiegnięciu 34,26 km złapała mnie meta. Zająłem 226 miejsce. Wyjaśniła się więc sprawa – poziom rywalizacji wzrósł. Dość dziwne uczucie, oprócz tego że dałem się zaskoczyć. Inaczej jest jak wbiegasz na metę przy narastającym aplauzie a inaczej jak przejeżdża obok auto i jesteś w polu za miastem. Dalej było trochę czekania na autobus, dłuuuugi powrót na start (człowiek uświadamia sobie ile przebiegł), odbiór depozytu – na szczęście długi bieg spowodował że nie było już tłumów :), potem medal, fota i do domu, do którego z Malty jechałem 20 minut. W domu zamiast jak człowiek iść pod prysznic to przez godzinę siedziałem i oglądałem co wyrabiali na trasie Tomek Walerowicz w Poznaniu i Bartek Olszewski w Mediolanie. Niesamowici są! Jak chcecie więcej wiedzieć to idźcie do Bartka na warszawskibiegacz.pl – warto to przeczytać! Wspomnę jeszcze o Dominice Stelmach, która zwyciężyła w Chile z super wynikiem.

W swojej relacji pominąłem aspekt samej organizacji. Było tam nieco niedociągnięć, ale impreza była tak fantastyczna dla mnie, że nie chcę tym psuć ogólnego wrażenia. Zaczynam się zastanawiać, czy nie potraktować przyszłorocznego Wingsa jako docelowej imprezy wiosny 2018. Zobaczymy.

Dziękuję Emocjonalna za udostępnienie zdjęcia:)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *