Cracovia Maraton 42195 metrów uśmiechu … cz.2

Klik! – trening bieganie odpalony na zegarku. Szukanie GPS i tętna. Pierwsze pojawia się tętno 102 ud/min, po chwili GPS melduje – OK. Jakiś facet z takim samym zegarkiem obok, pyta czy mam zasięg GPS – on nie ma. Wymieniamy informacje o planach na bieg, serce bije sobie dalej.

Spokój

Jestem wyciszony. Na chwilę przed startem, zawsze jestem spokojny. Teraz już nic innego nie ma. Tylko trzeba ruszyć, jeszcze chwila i będzie meta… 3,2,1 START! Ruszamy powoli, bo ciasno, bo tak jest zawsze. Truchtamy, tak sobie kilkaset metrów coraz bardziej nabierając tempa.  Zegarek daje sygnał, że pierwszy km przebiegnięty – tempo 4:40 min/km. Kolejny powinien już być w tempie 4:24 i tak do końca 🙂

Deszcz

Pada. Raz mocnej a raz mniej. Nie rejestruję tego zbyt uporczywie, to mnie nie dotyczy. Wsłuchuje się w siebie, w swój organizm a on mi nie mówi że ten deszcz mu przeszkadza. Tylko przez moment stopy mówią, że mokro, że może bardziej powinienem omijać kałuże, ale i im mija. Biegniemy, serce puk, puk 167 ud/min. WOW jak spokojnie!  Wszystko poniżej 170 jest spokojnie 🙂

Uśmiech

Biegnę sobie i wiem, że to jest ten dzień. Mega pozytywny i radosny dla mnie. Mnóstwo ludzi, trasa poprowadzona tak, że widzimy biegnąc wokół Błoni, wzdłuż Wisły w oddali innych biegaczy. Tych szybszych i tych wolniejszych. Jest też kilka takich miejsc, gdzie jedną ulicą biegną zawodnicy w jedną i drugą stronę. Nawet mogłem spojrzeć w oczy czołówce biegu. Posłałem groźne spojrzenie, niech wiedzą że jestem, czuwam, biegnę. Chyba jednak to przeoczyli, bo nie zareagowali. Pewnie oczy im łzawiły od prędkości. Uśmiecham się do wszystkich. Do kibiców, innych zawodników, samego siebie i w ogóle jak goopi do sera.

Myśli

O czym ty myślisz przez te 42 km? – pytała mnie żona. Piik – zegarek melduje kolejny przebiegnięty km i jego czas. 4:24 jest dobrze. Co 5 km sprawdzam ogólny czas i znacznik ustawiony przez organizatora. Każde 5 km to 22 minuty. 10 km to 44 minuty 15 to 1h i 6 min. Mam to wypisane na opasce przypiętej do nadgarstka, ale liczę sobie też:) Tętno 166.  Nawrotka i wypatrywanie. Po jakimś czasie widzę. Magda! – krzyczę. Go go! – mi odpowiada. Przybijamy piąteczkę i każdy leci w swoją stronę. Chyba troszkę zwolniłem, spoglądam na zegarek. Tempo chwilowe 4:18 to znaczy że jest ok. Czasem kilka zdań z innym biegaczem, ale to rzadko. Chyba biegnę za szybko? Patrzę na zegarek, tempo chwilowe 4:27 – jest ok. Teraz podbieg, pochylam się i wspinam, tempo spada do 4:40, tętno rośnie do 173. Zbiegam, muszę rozluźnić górę. Tętno spada, tempo rośnie. Kurde ale fajnie się biegnie. 20 km 1:27:47 – 13 sekund zapasu. Jest dopsz:) W okolicach Tauron Areny gdzieś na 33 km widzę biegnącego w drugą stronę kolesia. On jest jakoś na 36 km. Biegnie jak kaczka. Ale wykręci czas poniżej 3h 🙂 KACZKA!  I takie to przeważnie myśli przez 42 km. Uśmiecham się.

Kibice

Krzyczą, biją brawo – też im biję. Mają przerąbane. Stoją kilka godzin w deszczu i zimnie, które mnie nie dotyczą. Kapele grają, ktoś tam ma talerz z żelkami, przybijają piątki. Robią dużo dla tego biegu. Kiedyś słuchając zawodowych sportowców, mówiących jak ważni są kibice, myślałem że to kurtuazja. Ale to nie kurtuazja, to czysta prawda. Słyszę, że jestem mega bo biegnę. To miłe:) Drodzy kibice stojący i nas dopingujący to wy jesteście mega. Że wam się chce tak drzeć godzinami, klaskać, tupać. Przebieracie się, macie megafony. WOW. Koło 41 była dość zabawna sytuacja. Po obu stronach ulicy na długości 50-70 metrów stali skośnoocy turyści. W CISZY! W tym miejscu biegłem praktycznie sam, więc wrażenie mega.

Wsparcie

Są biegi, gdzie biegnę sam i nikt na trasie nie czeka. Tym razem miałem podwójne wsparcie. Darek z dzieciakami obstawiający 2 punkty. Co oznaczało, że widzimy się na 11, 18, 31 i 38 km. Był tam z powodu Magdy – żony która biegła, ale miał dla mnie transparenty, czas, podawał napoje. Generalnie MEGA. Wielkie dzięki Dareczku.

Biegniemy swoim tempem. Jest nas może sześciu. W ciszy. Nagle jeden zbiega na bok.  -Tata, tata – dziecko podskakuje. Żona krzyczy – masz pół minuty zapasu! Daje mu picie czy coś innego i facet przez najbliższe 200 metrów biegnie jakby był finisz. 

Ukochana

Mijam półmetek. Jeszcze kilkaset metrów i będą oni. Justynka i Oliwierek. Zgrzany jak parowóz i mam ciary. Widzę ich, uśmiecham się. Kochanie krzyczy – woda, czy cola? Biorę colę i biegnę dalej. Tak krótko:( 26 km znowu ich widzę i znowu pytanie o wodę, colę i batonika. Tym razem biorę wodę, mijam ich i zawracam. Jeszcze buziak kochanie. Mówię, że jest super, no i letę przez 200 metrów jakby był finisz. 42 km i znowu ich widzę. Wzruszam się, coś do mnie krzyczą. Kocham ich. Chciałem wbiec z Olim na metę ale stali za barierkami i jak potem mi Jusia powiedziała był przejęty i wystraszony sytuacją, więc odpuściła.

Maraton zaczyna się od 30 km

30 km 2:12:00 – idealnie w punkt. Czuję się super. Wymieniam uwagi z innym biegaczem, że teraz się zacznie. Pytam na ile biegnie i zaskoczenie, bo mówi że na 3:12. Jak to skoro jeśli utrzymamy tempo będzie poniżej 3:06! 34 km i tempo siada do 3:32. Nie czuję się zajechany, ale biegnę wolniej! Przyśpieszam i po chwili znowu tempo spada. Od 38 km już jest w okolicach 4:55. Nie walczę z tym. Postanowiłem biec w strefie komfortu. Tętno spadło. Chcę się cieszyć tym biegiem, uśmiecham się, biję brawo kibicom, pozdrawiam. Gdybym walczył o złamanie 3h to bym pobiegł w trupa ale czy życiówka będzie 3:08 czy 3:10 nie ma znaczenia. Obiecałem ukochanej, że nie będę się niepotrzebnie zajeżdżał:)

Życiówka

3:10:25 to mój nowy PB 🙂 Pierwszy maraton przebiegłem z czasem 03:38:13 więc poprawiłem się o 28 minut. Miejsce open 306 w kategorii M40 100 🙂

Cracovia Maraton 42195 metrów … cz.1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *