Bieg Powstania Wielkopolskiego 2016

Po różnych perypetiach ze zdrowiem i kontuzją, słabych biegowo październiku i listopadzie z końcem tego drugiego zacząłem coraz bardziej myśleć o regularnym trenowaniu. Dość przypadkowo trafiłem na konkurs ttvi Dopiewo i wygrałem pakiet startowy na Bieg Powstania Wielkopolskiego.

Ponieważ  w tej chwili wykonuję spokojne treningi i do optymalnej formy jeszcze mi daleko, to chciałem zmieścić się w czasie poniżej 45 minut. Nie chciałem biec na złamanie czegokolwiek, ot w myśl zasady że najgorszy start jest lepszy od najlepszego treningu. Jak się okazało pobiegłem na złamanie i to podwójne, ale po kolei…

Bieg wystartował 27 grudnia o g. 19:00 i ideą jego organizacji było upamiętnienie Powstania Wielkopolskiego 1918-1919. Więcej poczytajcie Bieg Powstania Wielkopolskiego. W wyprawie towarzyszyli mi moi dwaj synowie, których zostawiłem w Starbaksie i poszedłem się rozgrzewać.

Zimno było mocno, więc ochoczo truptałem. Pierwsza moja rozgrzewka, gdzie nie bałem się zbytniej utraty sił jeszcze przed biegiem.  Ustawiłem się jakoś tak w pierwszej 50-tce i ruszyliśmy. Od samego początku powtarzałem sobie „tylko nie za szybko, tylko nie za szybko”. GPS trochę wariował na ul. Kantaka i zanim się ogarnąłem biegłem coś koło 3:50 km/min. Zdecydowanie za szybko… Troszkę zwolniłem i pędzimy sobie raźno. Po jakichś 500 metrach zacząłem wyprzedzać tych co jeszcze bardziej się przeliczyli z formą a po kolejnych 500 metrach był dość ostry zbieg po kocich łbach, który pobiegłem baaaardzo szybko –  tak na złamanie karku. Z reguły zbiegam wolniej od innych, więc się sam sobą zdziwiłem, no ale patatałem dalej. Może duch powstańców na mnie zadziałał. W ten oto sposób zegarek pokazał 2-gi kilometr w czasie 3:55 min/km. Dla mnie informacja bardzo ważna bo z reguły to jak się czuję pomiędzy 2 a 3 km pokazuje mi jak bardzo się rozminęły moja ułańska fantazja i możliwości. Tutaj czułem się super. Dalej było trudniej bo podbiegi i wiatr (orkan Barbara szalał tego dnia w kraju), ale pierwsze okrążenie (5 km) przebiegłem w 20:03. Zdecydowanie za szybko i nie na moje możliwości, wiedziałem jednak, że mogę zrobić naprawdę dobry wynik. Na drugim kółku kiedy koło 6 km poczułem już spore zmęczenie pomyślałem sobie o tych którzy walczyli w Powstaniu. Im musiało być dopiero ciężko. Do mety działo się już nie za wiele. Ktoś mnie wyprzedził, kogoś ja i na metę wpadłem z czasem 41:23. Pobiłem więc swoją życiówkę o 2 minuty. Jednak to co mnie najbardziej zaskoczyło to moje miejsce. Zająłem 38 miejsce w kategorii open i 5 miejsce w kategorii M40 – no prawie podium, choć od 3 w mojej kategorii dzieli mnie przepaść (jakoś 2 minuty). 

Kilka słów o organizacji. Super! Super! Super!

  1. Trasa super oznaczona
  2. Mnóstwo stewardów na trasie
  3. Na mecie cukier, czekolada, owoce, woda, ciepła herbata i grochówka. Naprawdę rewelacja.
  4. Pakiet startowy moim zdaniem bardzo fajny. Ciekawa koszulka i piękny medal.

Postanowiłem wpisać ten bieg na stałe do swojego kalendarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *