Cracovia Maraton 42195 metrów … cz.1

Najważniejsze jest to czemu nadamy taki status, albo jest tak silne, że dzieje się bez naszej woli. Sportowo najważniejszym startem tej wiosny miał być Cracovia Maraton. Co więcej wypełniał oba powyższe warunki. 

Moje trenowanie podporządkowałem temu właśnie startowi a doświadczenie z jesiennego debiutu w Poznaniu spowodowało, że cały czas gdzieś tam z tyłu głowy czaił się strach. Kończyłem wtedy stylem bardziej niż rozpaczliwym doświadczywszy mega ściany maratońskiej. O samych przygotowaniach nie będę się rozpisywał – można o nich poczytać tu. Bałem się i jednocześnie wyznaczyłem sobie ambitny cel. Po bardzo udanym Półmaratonie Warszawskim wiedziałem, że mogę  wykręcić wynik nawet w granicach 3:06, co patrząc na wynik z jesieni 3:38 byłoby mega progresem. Kluczem w moim przypadku  była realizacja odpowiedniego treningu i długie wybiegania. Tego treningowo zabrakło w Poznaniu (oprócz wiedzy, doświadczenia i pokory).

Do Krakowa pojechaliśmy w sobotę razem ze znajomymi. Samo EXPO dość skromne w porównaniu do Poznania i Warszawy, ale pakiety odebraliśmy + fotka na ściance zrobiona i to w jakiej obstawie!

Dalej wizyta u teściów w Wadowicach, które przywitały nas pięknym zachodem słońca.

Potem ładowanie węgli (makaron + pizza + piwo). Tak wiem to piwo nie powinno mieć miejsca 🙂 ale skoro powołanie na Olimpiadę w Tokio nie przychodzi, to co mi tam. Przygotowałem sobie całą stylówę na następny dzień, abym nie musiał się niczym stresować rano. Moim zdaniem to mega ważny element, bo poranne poszukiwanie czegokolwiek na 3 h przed startem to bardzo, bardzo zły pomysł.

Rano pobudka przed 6-tą i krzątanina przedbiegowa. Śniadanie, latte, nerwy, toaleta 🙂 Jedziemy do Krakowa moja żona Justyna, syn Oliwier i ja – gwóźdź programu. Po drodze zakup chusteczek higienicznych na BP i …. toaleta. Kto biega ten zrozumie, kto nie biega temu oszczędzę opisów moich toaletowych doznań rodem z „Nad Niemnem” 🙂 Dojeżdżamy na miejsce, parkujemy samochód i idziemy. Po drodze weszliśmy do Maca zamówiłem jeszcze małą lattę + toaleta 🙂 Spotkanie ze znajomymi pod Kościołem Mariackim i ustalenie strategi wsparcia 🙂 Justynka i Oliwier mieli obsługiwać jeden punkt a Darek, Kacper i Franek drugi (mąż i dzieciaki Magdy, która też biegła). Takie wsparcie znajomych i rodziny jest mega fajne. Możemy dostać napój w butelce. Picie wody, czy izo z kubeczków na punktach jest ok ale więcej lejemy na siebie niż w siebie 🙂 Potem jeszcze fota ze znajomymi z Rebelion of free Runners. Tym razem same dziewczyny, więc znowu w zacnym otoczeniu 🙂

i prawie mogę iść na start, jeszcze tylko… toaleta 🙂 Tu muszę zrobić małą dygresję, bo tak opisuję i opisuję co się dzieje wspominając o tych toaletach. Jest to jednak immanentną częścią biegania. To tak jakby Scherlock Holmes miał istnieć bez Watsona. No nie da się. Dodam od siebie, że o jednej toalecie nie wspomniałem. Pomyślałem że spowoduje to w tej relacji istotną wyrwę, która każe wam się zastanawiać „o czym nie napisał”, „co pominął”. Dzięki temu cała historia będzie bardziej wciągająca. Myślę, że doprowadziłem wasze emocje do zenitu, dlatego ujawniam to, bo nie chcę aby zabrało wam to spokój wewnętrzny i obniżyło istotnie poziom życia 🙂

Poszedłem na start, ustawiłem się w swojej strefie i czekam. Trochę się spóźniłem i nie było szans na rozgrzewkę, truptałem więc w miejscu, machałem łapkami. Niezawodny Darek ustawił się na platformie aby nas pofotografować. Pokazał mi przygotowane transparenty… dobrze bo w czasie biegu nie miałem czasu czytać. 

Za chwilę start. Jak to wyglądało napiszę za chwilę …

EDIT: Z broszury informacyjnej dowiedziałem się, że Expo może wcale nie było takie małe. Tylko mała jego część była tam gdzie wydawano pakiety a reszta w jakimś namiocie. Przy ogólnie słabej pogodzie i informacji nawet tam nie dotarłem.

Cracovia Maraton 42195 metrów uśmiechu … cz.2

4 odpowiedzi do “Cracovia Maraton 42195 metrów … cz.1”

  1. To było wspaniałe półrocze dla Ciebie, teraz zadbaj o ciało jeśli nękają Cię jeszcze jakieś mikro urazy, a po wakacjach nowe cele.
    Powodzenia

    1. Dzięki 🙂 Teraz jeszcze kilka startów w tym ważna dla mnie Korona Dąbrówki (tam nie tyle czas co miejsce są ważne; pacemaker w Grodzisku – nowa rola; potem jesień i Maraton Warszawski. Jeśli uda mi się dobrze przetrenować to cóż chciałbym złamać 3h.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *