Trening/dieta – podsumowanie 12/2017

Bieganie tyłem, łatwa sprawa, czy nie? Tydzień zaczynam urodzinami i odpoczynkiem 🙂 Kończę startem w Półmaraton Warszawski. Nie jestem nastawiony na spektakularny wynik bo traktuję go jako element przygotowań do Cracovia Maraton. Ostatnie 333 metry będę biegł tyłem. Dlaczego? Jak mi pójdzie?

Poniedziałek

Dzień odpoczynku.

Wtorek

Wizyta u Fizjoterapeuty i dużo ała ała. Miałem w planie lekkie rozbieganie, ale noga za bardzo bolała po zabiegu + leń straszny. Tak więc ze sportów wizyta u fizjo + czekolada i cola  🙂

Środa

Dzisiaj noga dużo lepiej. Nadal odczuwam wczorajszy zabieg, ale już chodzę normalnie. Wieczorem zrobiłem fajny mocny trening. W założeniu 2×3 km w tempie 4:25 i 4:15. Ciężko mi było wbić się w odpowiednie prędkości, ale mocny trening wszedł.

Czwartek

Rano: po wczorajszym mocnym treningu bez bólu – rewelacja. Tu małe wyjaśnienie – biegacz nie budzi się bez bólu. Pisząc, że budzę się bez bólu, mam na myśli taki stan, kiedy nie chodzę jak pracownik ministerstwa dziwnych kroków, a to że coś tam pobolewa nie nazywamy bólem 🙂 Wieczorkiem 12 km bardzo spokojnym tempem 🙂

Piątek

Dzień lenia

Sobota

Cisza przed burzą

Niedziela

Długie wybieganie czyli Półmaraton Warszawski. Uzyskałem wynik 1:29:13

Bardzo dobry tydzień. Nie przypuszczałem, że tempo 4:15 min/km w półmaratonie jest dla mnie osiągalne. Całą relację i co z tym bieganiem tyłem przeczytasz już wkrótce…

Zanim zaczniesz interpretować to co tu przeczytałeś, koniecznie zajrzyj tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *